noclegi gdańsk - pieczątki gdańsk

cabal online cabal online cabal online | reklama w internecie Własna strefa prywatności

Sprawa szefa

Bez kategorii

Przełożony raczej nie puka do drzwi swojego sekretariatu - jest to nieekonomiczne, niewygodne i poniżej jego statusu. Ale powinien w jakiś sposób dać znać, że zaraz wejdzie - odchrząknąć, zakaszleć, wyraźnie zaakcentować kroki, ostrożnie nacisnąć klamkę, zanim otworzy drzwi. Zresztą, drzwi mogą przez cały czas być nieco uchylone. W każdym razie szef powinien w jakiś sposób zasygnalizować swoje wejście, tak aby sekretarka czuła się pewnie w swoim królestwie, aby mogła szybko przygotować się na jego wejście i nie czuła się zaskoczona w chwili, gdy na przykład poprawia makijaż albo czyści nos.
Zwykle taka wizyta ma jakiś powód: trzeba przejrzeć akta sprawy, załatwić korespondencję. Czy taktowny szef rzuci asystentce papiery na biurko? W żadnym wypadku! To jest jej biurko, a porządek, ułożenie rzeczy na nim stanowi oznakowanie jej terytorium. Każde gwałtowne wtargnięcie to naruszenie terytorium, agresja, która wywołuje opór, protest, rodzi niechęć i sprzeciw. Kulturalny szef zwróci na sekretarkę pytające spojrzenie i położy dokumenty na wskazane przez nią miejsce albo wręczy jej papiery, dodając wyjaśnienie.
Wchodząc do pomieszczenia zajmowanego przez kogoś, zawsze wkraczamy na czyjeś terytorium. Niezależnie od tego, czy jest to biuro, czy prywatne mieszkanie. W sferze prywatnej wizyty wiążą się często z pewnymi problemami, gdyż bliscy członkowie rodziny i dobrzy przyjaciele sądzą często, że wszystko im wolno, i niekiedy zachowują się rzeczywiście jak u siebie w domu. Teściowa uważa, że syn ciągle jeszcze należy do jej terytorium - ale tak samo myśli (i ma do tego większe prawo) synowa; dobra babcia rządzi się w kuchni gospodyni, jakby to była jej własna… Po dwóch, trzech dniach takie tarcia doprowadzają zwykle do uroczej rodzinnej sprzeczki. Krewni zwykle nie rozumieją, o co chodzi, teściowa i babcia czują się urażone i osobiście dotknięte, odrzucone i spostponowane. A przecież sprawa jest prosta: one tylko przekroczyły granice swojego terytorium, a tego dałoby się uniknąć” przy odrobinie zastanowienia i wyczucia.
Kiedyś pewna Angielka opowiadała mi o swoim amerykańskim gościu, którego bardzo lubiła, i który irytował ją tylko tym, że nie pytając i bez najmniejszego skrępowania sięgał do jej lodówki. Podczas rewizyty Amerykanin powiedział jej, że ma po prostu wziąć sobie coś z lodówki, jeśli tylko zechce jej się pić. Tak jak to jest przyjęte w Ameryce. Ale moja Angielka tego nie robiła, gdyż takie postępowanie było sprzeczne z jej odczuwaniem terytorium. Musimy więc także mieć na uwadze, że sprawy związane z terytorium są pojmowane różnie w zależności od kręgu kulturowego i panujących zwyczajów.

No Comments

A w pracy?

Bez kategorii

Pogwałcenie praw terytorialnych u każdego człowieka wywołuje instynktowną irytację; jest to reakcja, której nie potrafimy powstrzymać. Nawet jeśli ktoś pogodził się ze swoim podporządkowaniem, nawet jeśli akceptuje dominację innych, to zawsze zachowuje poczucie posiadania praw do własnego terytorium. Stąd bierze się wiele napięć, sporów i konfliktów, nawet jeśli zupełnie nie zdajemy sobie sprawy, że ich właściwa przyczyna leży w pogwałceniu nienaruszalności terytorialnej.
W pracy, wśród innych, często jesteśmy zmuszeni ograniczać swoje terytorialne pretensje, musimy zadowalać się skromniejszą przestrzenią. Jednak rodzi to stresy, napięcia i złą atmosferę, co zawsze może doprowadzić do wybuchu agresji. W tak niegdyś wychwalanych wielkich halach biurowych zaczęto ponownie stawiać ścianki pomiędzy poszczególnymi miejscami pracy czy działami. Taki zabieg natychmiast poprawia atmosferę i wydajność pracy: przestrzeń zatrudnionych osób jest oznaczona, każdy ma swoje własne terytorium, odgraniczone od innych. Natomiast przy taśmie produkcyjnej ciągle dochodzi do terytorialnych spięć i konfliktów - miejsca pracy są zbyt blisko siebie, taśma przesuwa się nieco za szybko. Jakże łatwo o naruszenie przestrzeni sąsiada, byle drobnostka potrafi rozpalić agresję! Konflikty i napięcie nasilają się wraz ze zmęczeniem i aby ich uniknąć, konieczne są przerwy.
Wydaje nam się oczywiste, że musimy respektować terytorium silniejszego: naszego zwierzchnika, szefa, przełożonego. Referent puka do drzwi, sekretarka czeka na zielone światło, na koniec rozmowy telefonicznej, na wezwanie szefa, zanim wejdzie do jego gabinetu. A jak jest w sytuacji odwrotnej? Czy dyrektor respektuje terytorium swojej sekretarki, czy może wkracza bez zapowiedzi? Bo przecież w końcu to on jej płaci, to od niego jest zależna. Jeśli tak się zachowuje, to na pewno nie będzie miał w niej miłego współpracownika, gdyż także sekretarka ma swoje prawa. Będzie dochodziło do napięć i nieprzyjemnych sytuacji, aż ustali się naturalny porządek, hierarchia sygnałów odpowiednich do pozycji obojga.

No Comments

Strefa prywatności

Bez kategorii

W miejscu obcym albo neutralnym nasze roszczenia obejmują zwykle część terytorium. Stolik w kawiarni należy w połowie do mnie, w połowie do osoby naprzeciwko. Kiedy coś odkładam, staram się nie przekraczać umownej granicy. Jeśli karta dań leży na mojej połowie, biorę ją bez wahania, gdy na drugiej części, pytam, czy można. Jeśli pogrążony w lekturze gazety niechcący przesunę nakrycie na drugą połowę stolika, to osoba vis-a-vis zareaguje wyczuwalną irytacją, a ja natychmiast z powrotem przysunę talerz. Każda forma wtargnięcia na terytorium innej osoby odczytywana jest jako wyzwanie i ta osoba odruchowo się odgradza. Nie inaczej - przy stole konferencyjnym: jeśli podsuwam partnerowi swoje dokumenty prawie pod nos, on czuje się urażony, gdyż moje roszczenia terytorialne są zbyt duże. Partner wycofa się i trudno będzie dojść do porozumienia.
Młody człowiek ubiega się o posadę i chce od razu pokazać, jak bardzo jest aktywny i energiczny. Wchodzi i mówi: ?Nazywam się…” -i natychmiast rzuca się do nas z wyciągnięta ręką. Jaka będzie reakcja? Chwileczkę, nie tak gwałtownie, ten człowiek nie respektuje ani swoich granic, ani naszej strefy, pewnie niełatwo się podporządkowuje - i czy rzeczywiście jest aż tak ambitny? Przyszli koledzy wietrzą od razu konkurencję, bacznie nastawiają ucha, pełen rezerwy szef odbiera takie zachowanie jako natrętne, kierownik działu zbytu uważa, że chłopak to typ obrotnego agenta-akwizytora. A przecież ten młody człowiek być może wcale nie zamierzał sprawić takiego wrażenia, chciał się tylko pokazać od jak najlepszej strony - a jednocześnie niechcący przekroczył granice, które każdy wyznacza wokół siebie.

No Comments

Oznaczanie terytorium

Bez kategorii

Każde zwierzę znakuje swoje terytorium - na przykład włosami, wydalinami (mocz, kał) albo wydzielinami gruczołów zapachowych (ocierając się o drzewa, kamienie itp.). Także człowiek ?okupuje” swoje terytorium wonią ciała, zapachem perfum, dymu papierosowego czy fajki. Jednak najczęściej zaznacza je przedmiotami, które można odróżnić jako jego własność.
Pasażer wsiada do samolotu, kładzie na siedzeniu po prawej teczkę, po lewej - gazetę. Jeśli za chwilę kto inny poprosi go uprzejmie o zwolnienie miejsca, to w pierwszej chwili napotka intensywne spojrzenie: ?Człowieku, nie widzisz oznakowania?” Ale to miejsce tak naprawdę nie jest niczyją własnością i trzeba je zwolnić. Intruza spotyka jednak natychmiastowa kara: sąsiad ostentacyjnie wsadza nos w gazetę i nie zaszczyca go już ani jednym spojrzeniem - traktuje jak powietrze.
Gdy obejmujemy pokój w hotelu, to najpierw zaznaczamy terytorium: ubrania do szafy, lektura na szafkę nocną, buty pod drzwiami, przybory toaletowe do łazienki. Na koniec słychać zwykle szum spuszczanej wody.
W rodzinnym domu problem jest większy, gdyż trzeba dzielić to samo terytorium. Żona co rano uprząta porozrzucane rzeczy męża i z zadowoleniem spogląda na panujący porządek: znowu objęła terytorium w posiadanie. Mąż wraca do domu, rzuca kurtkę na krzesło, teczkę na stół, okulary na fotel - zaznacza swoje terytorium. Pani domu wścieka się, że znowu nabałaganił, a ona przecież dopiero co tak pięknie posprzątała. Ale tak naprawdę sprzeczka nie dotyczy sprzątania, tylko pretensji terytorialnych. Porządek zostaje przywrócony, kiedy wszystkie oznakowania terytorium znajdą się na przeznaczonym dla nich miejscu: kurtka na wieszaku, teczka obok biurka, okulary tam, gdzie pan domu zwykle czyta.
Dzieci rozrzucają zabawki po całym domu, najchętniej w salonie, miejscu jak najmniej odpowiednim. Zostawiają swoje sygnały, oznaczają teren. Matka uprząta te znaki, wynosi do pokoju dziecinnego, tam gdzie ich miejsce. Córka ma w swoim pokoju niesamowity bałagan, matka pod jej nieobecność sprząta i układa wszystko równiutko. Niestety, spotyka ją czarna niewdzięczność: ?Nie życzę sobie, żebyś wtrącała się do mojego pokoju”. Awantura gotowa. Matka naruszyła terytorium córki i jego oznakowanie. Możliwa jest także sytuacja odwrotna: lubiąca porządek córka i matka bałaganiara. Rzecz polega na sprzeczności sygnałów.

No Comments

Jak wąż z królikiem

Bez kategorii

Zaczynamy dokładnie tak, jak wąż z królikiem, jak dwa rozjuszone bawoły: mierzymy się wzrokiem. Wpatrujemy się w przeciwnika, a kto pierwszy spuści oczy, odwróci spojrzenie, ten przegrywa. Jeśli zbliżamy się do kogoś za bardzo, czy to w sensie dosłownym, czy przenośnym, naruszamy jego terytorium. Każdy doskonale zna spojrzenie, jakim wtedy zmierzy nas ta osoba; staramy się od niego uciec wzrokiem, zażenowani spuszczamy oczy, cofamy się. W gestach i sygnałach ciała, które towarzyszą sprzeczce, każdy bez trudu rozpoznaje wiele z opisanych sygnałów charakteryzujących zachowania zwierząt, toteż właściwie nie ma potrzeby omawiania procesu ich adaptacji do naszych ludzkich potrzeb.
Chciałbym jednak zwrócić uwagę na specyficznie ludzka, pozę uległości, która należy do sztywnych, konwencjonalnych form zachowania i wynika z procesu warunkowania społecznego. Jeśli ktoś staje na szeroko rozstawionych nogach, oznajmia tym samym swoje roszczenie do stabilnej, wystarczająco dużej powierzchni, którą niejako bierze w posiadanie własnym ciałem - roszczenie do terytorium. Zajmowanie w pozycji stojącej niewielkiej powierzchni sygnalizuje natomiast strachliwość, niepewność”, podległość, obawę, by nie zająć zbyt dużo miejsca, rezygnację z wszelkich roszczeń terytorialnych i walki. Do takiej właśnie postawy wdraża się porządnych obywateli i dzielnych żołnierzy: stopy i nogi złączone, ustawione równolegle, ręce i ramiona wyprostowane, przyciśnięte do boków. Baaaczność! Kto tak staje, ten oczekuje rozkazu, który - w tył zwrot! - natychmiast wykona, albo nagrody (dobra robota!) za to, że jest taki pilny. Już dzieciom nakazuje się, żeby stawały w ten sposób, by były ulegle i grzecznie słuchały -wtedy zasłużą sobie na pochwalę. To jest wychowywanie do braku samodzielności. Ja nazywam to ?postawa, grzecznego dziecka”.
Na jeszcze jednym przykładzie pokażę, jak łatwo jest niechcący naruszyć prawa terytorialne innych osób. Oto szef wpada do biura, wyraźnie w złym humorze i całkowicie pochłonięty swoimi problemami, maszeruje przez kolejne pokoje do gabinetu, burcząc pod nosem wściekłe ?dźdobry” i nie zaszczycając współpracowników ani jednym spojrzeniem. Ci czują się urażeni, gdyż szef powinien był przynajmniej na nich spojrzeć, kiedy przechodził przez ich terytorium; takie zachowanie odbierają jako chęć zademonstrowania dominacji, władzy, co przecież wcale nie leżało w zamiarach szefa.

No Comments


  • About this blog

    This is a sidebar example to show how it could look. Customize your sidebar by adding Widgets in WP Admin > Design > Widgets or edit the sidebar files on your own.

    • Search

  • Categories

  • Archives